Stały nawykowy grzech

Stały nawykowy grzech

Dave DeWitt

 

Kiedy zaczynamy wierzyć Chrystusowi i rosnąć w wierze jako chrześcijanie, pragniemy pozbyć się swojego grzechu. Nasze “wielkie”, społecznie niewygodne grzechy są zwykle oczywiste i mamy skłonność rozprawiać się z nimi ogólnie z powodzeniem, chociaż nie bez trudności.
Niektórzy mają do czynienia z alkoholizmem, uzależnieniem od narkotyków, niektórzy z cudzołóstwem, inni z kłamstwem, pornografią, bluźnierstwem lub nienawiścią. Jest to coś, co robią wierzący w Jezusa Chrystusa. Wierzący rozprawiają się ze swoim grzechem.

 

Każdy, kto narodził się z Boga, nie grzeszy, gdyż trwa w nim nasienie Boże;
taki nie może grzeszyć, bo się narodził z Boga.
Dzięki temu można rozpoznać dzieci Boga i dzieci diabła:
każdy, kto postępuje niesprawiedliwie, nie jest z Boga, jak i ten, kto nie miłuje swego brata.
(1 J 3,9-10)

 

 

W większości przypadków (czasami natychmiast), pozbywamy się tych oczywistych, rażących grzechów. Potem, z upływem czasu, kiedy myślimy, że jesteśmy na ścieżce prawego życia, zdarza się coś, co konfrontuje z pewnymi grzechami, które nie odejdą tak po prostu. W miarę dojrzewania zewnętrzne grzeszne fakty zaczynają znikać, jednak złe myśli i zamysły serca pozostają (Mt 15,19; Hbr 4,12). Czego byśmy nie próbowali, nasze złe myśli są uparte i niepoprawne. Baza grzesznych pragnień starego człowieka istnieje ciągle i nadal jest mocna. Dojrzewając, wszyscy będziemy konfrontowani ze swoim stałym, nawykowym grzechem.

 

Zrozumienie tego grzechu

Grzech to wszystko, co sprzeczne z charakterem Boga.

Zanim zdołamy zrozumieć, czym jest stały nawykowy grzech, powinniśmy najpierw zdefiniować grzech. Grzech to nie po prostu egoizm. Nie jest to po prostu łamanie Bożego prawa. Jego fundamentem jest sprzeczność z charakterem Boga. Bóg Sam jest definicją dobra. Dobro nie jest jakimś standardem niezależnym od Boga, którego Bóg przestrzega. Dobrem jest Sam Bóg. Wszystko, co jest sprzeczne z Jego charakterem, wszystko, co narusza Jego świętość, jest grzechem – z definicji. Bóg powiedział do Ezechiela:

Twoi rodacy mówią: Postępowanie Jahwe nie jest słuszne
- tymczasem właśnie ich postępowanie nie jest słuszne.
(Ez 33,17).

 

Grzech nie jest ying/yang równorzędnym przeciwieństwem dobra. Grzech jest złem, które nie może istnieć bez dobra. Zło jest jak przymiotnik, który modyfikuje dobro poprzez wypaczenie go.
Jeżeli mam złamaną rękę, to przedtem musiałem mieć ją całą. Tak samo charakter Boga jest dobry.
Fakt, że Bóg realnie istnieje, sprawia, że możliwe jest wypaczenie Jego charakteru – i tym jest grzech.

 

Stały nawykowy grzech oferuje przyjemność

Podstawową przyczyną tego, że grzeszymy, jest to, że przynosi radość albo jest reakcją na ból.
Daje nam przyjemność, albo też myślimy że ulży naszemu cierpieniu.
Grzeszna przyjemność staje się nawykiem i uzależnia, mówiąc nam dwa kłamstwa:

(1) to zaspokoi “potrzebę.”

(2) przekonuje nas, że nie możemy bez tego żyć.

 

Jako człowiek wierzący w Chrystusa mamy nową naturę. Rosnąc w Chrystusie, zdajemy sobie sprawę, że ten nowy człowiek potrafi kierować nas w stronę radości znajdowanej w charakterze Boga a nie w przyjemności bezczeszczenia jej. (Ps 37,4). Trwa więc wojna. Wierzący bierze udział w walce dwóch konkurujących zasobów: stary człowiek i nowy człowiek (Kol 3:9-10). Wyzwaniem jest przyoblec człowieka nowego, stworzonego według Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości (Ef 4,24). Większość wierzących nie dochodzi do dojrzałości, bo zbyt lubi ten swój grzech.

 

Stałego nawykowego grzechu uczymy się przez długi czas

Kiedy dorastamy, przybywa nam wiedzy, doświadczeń i jesteśmy wystawiani na wszystko, co jest na świecie, włącznie z grzechem. Przechodząc przez próby i błędy grzechu, zbieramy, wybieramy i rozwijamy nasz apetyt na określone grzechy. “Zyskujemy” oswojone wzorce naszych ulubionych grzesznych pragnień i przemieniamy je w pożądliwości. Piotr mówi o dawnych żądzach:

Jako dzieci posłuszne nie kierujcie się pożądliwościami, jakie poprzednio wami władały w czasie nieświadomości waszej (1 Pt 1,14).

 

Tak jak z wszystkim innym, im więcej popełniamy swoje ulubione grzechy,

  • tym lepsi się stajemy w popełnianiu ich,

  • tym mniej skuteczni jesteśmy w uciekaniu od nich,

  • tym bardziej zakorzeniają się w naszym życiu.

W niektórych przypadkach życie jest na nich zbudowane. Personalizujemy grzech tak samo, jak personalizujemy ustawienia w swoim komputerze albo w komórce.

 

Nie wszystkie grzechy stają się problemem na całe życie. Możemy się upić, zwymiotować i zdecydować, że nigdy więcej. Możemy spróbować okraść sklep, być złapani i zdecydować, że nie warto. Jeżeli jednak dzieje się coś, co nie jest szkodliwe od razu, pozornie wolna od grzechu przyjemność zachęca nas, by spróbować znowu. To, że nie zostaliśmy złapani albo zranieni, wzmacnia nasze skłonności do powtarzania grzechów dających wielką przyjemność. Grzechy, od których nauczyliśmy się uciekać, mają tendencję stać się notorycznymi. Grzech zawsze prowadzi do ruiny, ale nie jest to oczywiste, kiedy uciekamy od niego tylko na pewien czas.

 

Lecz każdy bywa kuszony przez własne pożądliwości, które go pociągają i nęcą;
potem, gdy pożądliwość pocznie, rodzi grzech, a gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć.
(Jk 1,14-15).

 

Stały nawykowy grzech często jest przyjęty w społeczeństwie

Na pewno słyszeliście: “Nikt nie lubi pić samotnie”. Grzech może stać się trwały i nawykowy, kiedy nasza kultura, nasze społeczeństwo, nasi rówieśnicy akceptują nasz grzech. Tolerancja dla grzeszników wzmacnia naszą tolerancję wobec grzechu. Każda społeczność, która akceptuje daną osobę taką, jaka jest, sprawia, że staje się ona jeszcze gorsza.

 

I nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując, nawracajcie
(Ef 5,11).

 

Dążąc do grzechu, mamy skłonność znajdowania innych, którzy gonią za podobnymi grzechami. “Chcemy iść tam, gdzie każdy zna twoje imię i wszystkie kłopoty są takie same.” Jeżeli jedziesz autem z prędkością mocno przekraczającą limit i znajdujesz się na autostradzie z setkami innych aut jadących ponad prędkość dozwoloną, to kiedy mijasz auto policyjne, zbytnio się tym nie przejmujesz. Jeśli jednak jedziesz wiejską drogą z prędkością wyższą niż dozwolona i widzisz auto policyjne, to już zupełnie inna sprawa.

Nie łudźcie się! "Wskutek złych rozmów psują się dobre obyczaje (1 Kor 15,33).
[w tłum. ang “złe towarzystwo psuje dobre obyczaje” - przyp. tłum.]
15:33 kow "(33) Nie dajcie się zwodzić: "Złe towarzystwo psuje dobre obyczaje".

 

Kiedy popatrzysz na pozytywnych facetów z Biblii, takich jak Hiob, Noe, Daniel, Józef, Samuel, apostoł Piotr, Paweł i Jan, to zauważysz, że nie należeli do społeczności grzeszników – większość z nich była osamotniona.

 

 

Większość stałych nawykowych grzechów jest powszechna,

ale nie wszystkie kuszą każdego

 

Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała:
nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne.
Co do nich zapowiadam wam, jak to już zapowiedziałem:
ci, którzy się takich rzeczy dopuszczają, królestwa Bożego nie odziedziczą
(Ga 5,19-21).

 

Mężczyźni pożądają. Kobiety plotkują. To prawie powszechne. Nie każdy jednak grzech podoba się każdemu, nie w taki sam sposób, nie w równym stopniu. Osobiście nie mam pokusy do alkoholizmu, homoseksualizmu albo pedofilii. Ale obżarstwo, perwersje heteroskesualne, wybuchy gniewu … to już bardziej.

 

Istnieją (co najmniej) trzy rodzaje grzechu:

(1) rzeczy zawsze grzeszne jak cudzołóstwo, homoseksualizm i kłamstwo.

(2) rzeczy stające się grzeszne jezeli dochodzi do przesady – jak jedzenie =>obżarstwo,

picie=>pijaństwo, użycie narkotyku =>uzależnienie od narkotyku,
zaspokajanie potrzeb=>materializm.

(3) rzeczy, które dla jednego są grzeszne, a dla drugiego nie – jak alkohol dla jednego a jakiś rodzaj jedzenia dla drugiego; są to rzeczy, które pogwałcają moje sumienie, a które twojego sumienia nie naruszają.

 

Grzesznej natury nie da się uniknąć

Regulowanie grzechu jest jak spiętrzanie wody. Tama może zatrzymać wypływ, ale nie zatrzyma wpływu do tego rezerwuaru. Po jakimś czasie przerwie on tamę albo przeleje się przez brzegi. Jeżeli myślisz, że masz pod kontrolą swoją grzeszną naturę [albo jeśli wierzysz w pogląd na temat życia duchowego mówiący, że nie masz grzesznej natury], wystawiasz się na to, że grzech wyjdzie niespodzianie i w niewykryty dotąd sposób.

 

Wyjście z 1 Koryntian 10,13

Powstaje pytanie: “Czy 1 Kor 10,13 mówi, że istnieje sposób ucieczki przed pokusą do grzechu? ”

 

Pokusa nie nawiedziła was większa od tej, która zwykła nawiedzać ludzi.
Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść,
lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania abyście mogli przetrwać (BT)

 

Jeżeli jest to poprawne tłumaczenie, werset ten mówi, że Bóg kusi ludzi do grzechu a zarazem zapewnia sposób ucieczki od tego grzechu, żebyś mógł znieść tę pokusę.
Zauważmy, że ten, który zapewnia wyjście, jest tym samym, który zsyła pokusę.
Jakub napisał jednak, że Bóg nigdy nikogo nie kusi.

Niechaj nikt, gdy wystawiony jest na pokusę, nie mówi: Przez Boga jestem kuszony;
bo Bóg nie jest podatny na pokusy ani sam nikogo nie kusi

[W Jk 1,13 słowo przetłumaczone jako kusić i kuszony to peirazo.]

 

Bóg nie może być kuszony, ponieważ wszystkie Jego pragnienia są dobre – z definicji – i On się nie zmienia. Jeżeli chce coś zrobić, to ta rzecz jest dobra ze względu na to, jak dobro jest zdefiniowane. Zło więc jako kategoria nie jest możliwe dla Boga. Potem Jakub dodaje, że Bóg nigdy nie próbuje robić rzeczy sprzecznych ze Swoim charakterem. Niemożliwe jest więc założenie, że Bóg miałby zsyłać pokusę, nawet z zapewnieniem sposobu wyjścia z niej.

 

Dlatego musimy zawnioskować, że pokusa nie jest dobrym tłumaczeniem słowa peirazo w 1 Kor 10,13. Słowo to można przetłumaczyć również jako test. Kiedy to zrobimy, to 1 Kor 10 mówi, że nie jesteśmy testowani ponad nasze siły. Również słowo wyjście [ekbasis] znaczy sposób wyjścia albo koniec. Jedynym miejscem Biblii, gdzie zostało użyte słowo wyjście znajduje się w Liście do Hebrajczyków 13,7, gdzie oznacza rezultat ich postępowania.

 

Pamiętajcie na wodzów waszych, którzy wam głosili Słowo Boże, a rozpatrując koniec ich życia, [wg greckiego oryginałupostępowanie] naśladujcie wiarę ich.

 

Tak więc 1 Kor 10,13 powinien być przetłumaczony nastepująco::

Próba nie nawiedziła was większa od tej, która zwykła nawiedzać ludzi;
wierny jest Bóg i nie pozwoli was
testować ponad to, co potraficie znieść,
ale zsyłając
test równocześnie pokaże sposób przejścia przez niego, abyście mogli przetrwać.

 

Wydaje się, że tematem tego wersetu nie jest to, jak uciec od grzechu, ale to, że jest sposób wytrzymania prób na drodze naszego życia. W tym kontekście Paweł mówi, że nasze testy życiowe nie muszą prowadzić do grzechu ani buntu, jak to było z Izraelitami na pustyni, ponieważ Bóg pokaże sposób przejścia przez te doświadczenia aż do końca naszego życia. [Tak samo rozumie ten werset komentator Ryrie.]

 

Bóg zapewni ci sposób przetrwania, sposób, który zniesiesz na drodze twoich prób albo testów w twoim życiu. Bóg testuje swoich ludzi, ale nie kusi nikogo do grzechu.

 

Grzeszna natura jest nieuleczalna

Grzechu nie da się kontrolować prawem, ponieważ nie jest on czymś “na zewnątrz”, ale czymś wewnątrz naszej natury, która wydobywa się z nas. Składa się na to, kim jesteśmy. Nie ma na nią lekarstwa po tej stronie grobu.

 

[Jezus] mówił: To, co wychodzi z człowieka, to kala człowieka.
Bo z wnętrza, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, rozpusta, kradzieże, morderstwa, cudzołóstwo, chciwość, złość, podstęp, lubieżność, zawiść, bluźnierstwo, pycha, głupota;
wszystko to złe pochodzi z wewnątrz i kala człowieka.
(Mk 7,20-23).

 

Jakimi regułami otoczysz złe myśli wydobywające się z twojego serca? Nie potrafimy wyeliminować naszych złych myśli za pomocą praw, reguł, zasad albo systematycznej dyscypliny. Pójście do klasztoru albo zakonu, dołączenie do społeczności Amiszów, stanie się menonitą, posiadanie grupy wsparcia – wszystko to nie wyeliminuje naszych złych myśli. Paweł powiedział Kolosanom:

 

Jeśli więc z Chrystusem umarliście dla żywiołów świata, to dlaczego poddajecie się takim zakazom, jakbyście w świecie żyli: nie dotykaj, nie kosztuj, nie ruszaj? … nie mają żadnej wartości, gdy chodzi o opanowanie zmysłów. (Kol 2,20-23).

Przed potopem

Jahwe widział, że wielka jest złość człowieka na ziemi
i że wszelkie jego myśli oraz dążenia jego serca są ustawicznie złe
(Rdz 6,5).

 

i po potopie

 

Rzekł więc Jahwe w sercu swoim: … myśli serca ludzkiego są złe od młodości jego. (Rdz 8,21).

 


Przezwyciężanie stałego nawykowego grzechu nie idzie łatwiej w miarę starzenia się

Stały nawykowy grzech nie jest ograniczony ani uregulowany wiekiem. Ogólnie, kiedy się starzejemy, łatwo nam stać się gorszymi w tym, w czym byliśmy źli i zostać zdziwaczałym staruszkiem albo zrzędliwą staruszką. Mówiąc ogólnie, jeżeli posiadasz uporczywy grzech, w miarę starzenia się będzie gorzej. Często myślimy, że skoro nasze fizyczne ciała niszczeją, to tak samo będzie z naszymi pokusami do grzechu. Nic podobnego! Nasze ciała mogą stawać się słabsze, ale nasza grzeszna natura – nie. Jeżeli nasze ciała nie pozwalają nam wyrażać naszych grzechów w dotychczasowy sposób, to nasza grzeszna natura znajdzie inne metody. Starzejąc się, często nie interesujemy się już tak bardzo tym, co myśli o nas społeczeństwo, możemy stać się samotni, zagniewani, zamknięci w sobie i obrażeni. Dojrzałość wymaga więcej wysiłku. Jeżeli nie sprzeciwiamy się naszemu grzechowi, kiedy jesteśmy młodzi, to trudniej jest, kiedy się starzejemy. Im dłużej żyjemy ze swoim grzechem, tym bardziej zakorzeniają się nasze wzorce. Zarówno Dawid jak i Salomon popełnili swoje najgorsze grzechy kiedy mieli po pięćdziesiątce. A jak ty zakończysz swoje sprawy życiowe?
Paweł napisał do Tymoteusza:

 

już niebawem będę złożony w ofierze, a czas rozstania mego z życiem nadszedł.
Dobry bój bojowałem, biegu dokonałem, wiarę zachowałem;
a teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w tym dniu da Pan, sędzia sprawiedliwy, a nie tylko mnie, lecz i wszystkim, którzy umiłowali przyjście Jego
(2 Tm 4,6-8).

 

Wielu ludzi wierzących, którzy chcą być dojrzali, nie będą w stanie tacy być, ponieważ niosą zbyt ciężki bagaż grzechu. Kiedy się starzejemy, nasz bagaż staje się cięższy. Kiedy nadal grzeszymy, dodajemy sobie jeszcze i niezmiernie trudno jest dalej to nosić. Życie nie jest zapisane pisakiem, który da się zetrzeć, ale niezmywalnym atramentem, którego nie da się wymazać. Możemy odwrócić kartkę, ale nie da się wymazać przeszłości. Wszystko, co robimy, zostaje z nami.
To prawda, że Jezus zapłacił na krzyżu za nasze grzechy i możemy mieć nowe miejsce w Nim,
jeżeli przyjmiemy Go przez wiarę, żałując naszych grzechów.
Nie wymazuje to jednak konsekwencji naszych grzechów.

 

Nawykowe grzechy stają się trwałe, kiedy traktujemy je jako problem społeczny

W dzisiejszych czasach pospolitą praktyką stało się przesuwanie grzechu do innej kategorii, co pozwala nam myśleć o grzechu jako czymś, co należy traktować jako chorobę społeczną. Mój przyjaciel Chris Bunn, pastor w Oak Ridge, Tennessee, opublikował ostatnio krótką historię o pastorze, który, zamykając swój kościół, wywiesił transparent z napisem: “WYPADAM Z BIZNESU Z POWODU BRAKU GRZECHU”. Jeden z parafian zwrócił uwagę, że w sąsiedztwie jest jeszcze wiele nie pozyskanych ludzi. Dialog potoczył się dalej tak:

Pastor odpowiedział: “Ludzi jest wiele. To z powodu grzechu wielu się wyprowadziło. Wypadamy z biznesu z powodu braku grzechu.
Wszystko, co mamy do zaoferowania, to rozwiązanie Boga dla grzechu.
Kiedy jednak wszystkie grzechy zniknęły, nie mamy już nic do powiedzenia. Nie ma już rynku na to, co oferujemy.”

Teraz ja zacząłem się już martwić o stan umysłu tego pastora i nerwowo zapytałem: “No dobrze, a co stało się z tymi wszystkimi grzechami? Świat zawsze był ich pełny.”

Tak, odpowiedział: “Wielka ich część stała się błędami, inne – nałogami albo chorobami, niektóre słabościami albo potrzebami. Niektóre przeprowadziły się do miasta i zostały stylem życia albo prawem. Niektóre przeniosły się nawet na wybrzeża i wszystkie przemieniły się w cnoty. Nawet tym, którzy byli niezdolni wspiąć się po drabinie społecznej po szacunek albo ofiarność, udało się zostać zwyczajnymi przestępcami.”

 

Opowiadanie ciągnie się dalej, ale lekcja jest jasna. Kiedy grzech traci naturę moralną na rzecz kondycji społecznej, może być traktowany tak, by nie musieć się od niego odwracać.

 

Traktowanie stałego nawykowego grzechu

Większości problemów, w jakie uwikłani są ludzie, nie da się rozwiązać. Jeżeli twój dach cieknie albo zepsuje ci się samochód, najprawdopodobniej rozwiążesz te problemy. Często mówi się: “Jeżeli pieniądze mogą rozwiązać problem, to nie jest to bardzo wielki problem.” Jeżeli chodzi o ludzi, to większości ich problemów nie da się rozwiązać. Możemy zmarnować wiele czasu i energii, próbując zaradzić ich (albo swoim) problemom – i tylko rozczarujemy się. Powodem jest to, że na grzeszną naturę nie ma lekarstwa. Istnieje ważne następstwo tej prawdy.

Większość problemów da się jakoś potraktować. Mimo, iż większości z nich nie da się rozwiązać, możemy z nimi coś zrobić. Nie jesteśmy w stanie wyeliminować pokus spowodowanych przez naszą grzeszną naturę, ale możemy z nimi coś zrobić. Potrzebna nam porada nie ma jednak polegać na odpowiedzi, jak pozbyć się tych pokus. Tego zrobić się nie da. Mamy jednak parę pomysłów, jak z nimi postępować.

 

 

1. Bój się Boga bardziej niż konsekwencji swoich grzechów.

Mojżesz rzekł do ludu: Nie bójcie się! Bóg przybył po to, aby was doświadczyć i pobudzić do bojaźni przed sobą, żebyście nie grzeszyli (Wj 20,20).

 

Mojżesz zdefiniował “strach” jako “obawę” a nie szacunek czy nawet cześć. Ten powyższy przykład jest ciekawy, ponieważ Mojżesz użył tego samego słowa “bać się” na dwa sposoby. Właściwie to istnieją dwa sposoby bania się Boga – właściwy i niewłaściwy. Izraelici bali się, że umrą, widząc obecność Boga na górze Synaj. Obchodziło ich zdrowie, bezpieczeństwo i dobre samopoczucie. Bóg jednak dał im właśnie Dziesięć Przykazań, które miały być dla nich testem. Mojżesz powiedział ludowi, by nie bał się dymu i ognia wydobywającego się z góry, ale Boga – z powodu nieprzestrzegania Jego przykazań.

 

Możesz robić coś z motywacją miłości i z miłości mógłbyś być posłuszny Bogu.
Kiedy jednak chodzi o rozprawianie się z naszą grzeszną naturą, nigdy nie pokonasz jej miłością. W sytuacji, gdzie ta natura dochodzi do głosu, tylko strach wywoła posłuszeństwo.
Dzieci na przykład mogą z miłości zrobić prezent rodzicom, ale kiedy są nieposłuszne, tylko obawa przed zdyscyplinowaniem skłoni je do posłuszeństwa.

 

Mamy nadzieję zgodną z naszą wiarą.
Działamy według naszych obaw.

 

Jest więc jasne, że jesteśmy posłuszni wtedy, kiedy się boimy.
Kiedy jednak nasz strach skierowany jest na ziemskie konsekwencje naszego grzechu i na nim opieramy nasze działania, zwykle podobamy się samym sobie, a nie Bogu.
Sami możemy stać się dla samych siebie centrum naszej własnej moralności.
Zbyt często chrześcijanie sugerują następujące rzeczy jako coś, co odstrasza od grzechu:

 

  • Nie pij przed jazdą autem, bo możesz kogoś zabić.

  • Nie zażywaj narkotyków, bo zrujnują twoje ciało.

  • Nie romansuj, bo to zniszczy twoje małżeństwo.

  • Nie cudzołóż, bo nie będziesz chciał się przyznać do tego przed swoimi dziećmi.

  • Nie kłam, bo to się wykryje.

  • Nie oszukuj klientów, bo na dłuższą metę to się nie opłaca.

  • Nie przejadaj się, bo to niezdrowe.

  • Nie próbuj rozpusty, bo dostaniesz jakiejś choroby.

 

Jeżeli motywem niegrzeszenia jest nasza korzyść tu na ziemi, to my – nie Bóg – jesteśmy beneficjentami naszego samozaparcia. Właściwie nie jest to żadne samozaparcie.
Bóg zajmuje tylne siedzenie w naszym samozachowawczym dobrym samopoczuciu.

 

Kiedy, zamiast bać się Boga, koncentrujemy się na konsekwencjach swojego grzechu, będziemy mieli skłonność pytania się, czy możemy sobie pozwolić na koszty tego grzechu.

 

  • Czy mam dość dobrą wymówkę, żeby jakoś się wyłgać, kiedy zostanę złapany?

  • Czy negatywne konsekwencje będą na tyle uciążliwe,
    by przewyższyć przyjemność z tego grzechu?

  • Czy pozwolą mi na to finanse?

  • Czy to zrujnuje moją relację z żoną i dziećmi?

  • Czy to zniszczy moją reputację?

Kiedy nasz problem stanowią konsekwencje grzechu, to nasza koncentracja ma kierunek poziomy – na siebie albo na siebie nawzajem. Kiedy widzimy, że mamy problem z grzechem, to skupiamy się na wymiarze pionowym, na Bogu.

Wysłuchaj końcowej nauki całości: Koniec mowy. Wszystkiego tego wysłuchawszy:
Boga się bój i przykazań Jego przestrzegaj, bo cały w tym człowiek!.
(Koh 12,13).

2. Ciągle pokutuj

 

Nie będziemy mieli szans przeciwko nawykowemu grzechowi bez ciągłej pokuty

 

Pokuta / nawrócenie (metanoia) to przemiana myślenia, mająca do czynienia z Bogiem.

  • Przecież nie pragnę śmierci tego, który jest śmiertelny - wyrocznia Pana, Jahwe.
    Nawróćcie się więc i żyjcie (Ez 18,32).

  • Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie (Mt 3,2).

  • Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże.
    Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię (Mk 1,15).

  • jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie (Łk 13,3).

 

Pamiętajmy, że jeżeli się usprawiedliwiamy, wymawiamy albo podajemy przyczyny grzeszenia, to nie pokutujemy z tego grzeszenia. W polityce jest takie powiedzenie: “Jeżeli wyjaśniasz, tracisz.” Podobnie tutaj, w kwestii twoich zachowań moralnych: jeżeli wyjaśniasz je, nie pokutujesz z nich.

 

Istnieje kilka pospolitych powodów, by nie pokutować:

  • Przekonaliśmy samych siebie (albo ktoś nas przekonał),
    że to, co robimy, nie jest grzechem.

  • Sprawia nam to zbyt wiele radości, żeby z tego zrezygnować.

  • Poddajemy się nie mając nadziei na poprawę.
    Czując, że próbowaliśmy już wszystkiego i nadal grzeszymy,
    rezygnujemy z przezwyciężania tego grzechu.

  • Postrzegamy to jako mniejszy grzech. Myślimy sobie:
    “Jeżeli widzę to jak oczyszczanie pola z kamieni, to najpierw usunę te wielkie.
    Możemy albo może i nie musimy zbierać tych małych...”

  • Przypuszczamy sobie, że Bóg to przeoczy.
    “W moim przypadku jest to coś, co Bóg rozumie.”

  • Usprawiedliwiamy to, bo ten grzech “nie rani nikogo.” Przestajemy myśleć o grzechu jako o czymś przeciwko Bogu i koncentrujemy się na pytaniu: “Czy to rani ludzi (zwierzęta albo środowisko)?”

  • Zaczynamy patrzeć na to z góry. Widzimy ludzi gorszych od nas
    i mierzymy siebie w opozycji do nich.
    “Każdy to robi i nie jestem taki zły jak tamten.”

  • Nasz umysł nie jest wyćwiczony w rozróżnianiu dobra i zła (Hbr 5,14).

  • W społeczeństwie nasze grzechy nie są oczywiste, kulturowo akceptowalne,
    więc łatwo jest ignorować je.

 

Chodzi o to, byś nie wchodził do mysiej dziury.
Pokuta to zmiana myślenia, a ta ma swój wyraz w zmianie życia. Ciągle pokutuj.

 

3. Nie wykorzystuj pokuty do wzmocnienia grzechu

Pokuta może iść inną ścieżką. Powinniśmy ciągle wyznawać Bogu nasz grzech i żyć w pokucie (1 J 1,8-10). Jest też możliwe wykorzystywanie pokuty, aby trwać w tym grzechu.
Nie bądźcie jak dziecko, które prosiło Boga o rower. Potem jednak powiedziało: “Wiem, że Bóg nie działa w ten sposób, więc ukradnę rower i poproszę o przebaczenie.”
To stara metoda: łatwiej jest poprosić o przebaczenie niż o pozwolenie. Nie stawiaj siebie na pozycji, gdzie naciskasz na łaskę Bożą. Łatwo jest powiedzieć, że Jezus zapłacił na krzyżu za wszystkie moje grzechy, więc wszystko, co mogę zrobić to pokutować i prosić o przebaczenie. Niebezpiecznie jest igrać sobie z łaską Boga.

  • Straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żyjącego (Hbr 10,31).

  • Cóż więc powiemy? Czyż mamy trwać w grzechu, aby łaska bardziej się wzmogła?
    Żadną miarą! Jeżeli umarliśmy dla grzechu, jakże możemy żyć w nim nadal?
    (Rz 6,1-2).

 

4. Unikaj sytuacji i miejsc, gdzie najczęściej grzeszysz

Ezechiel napisał:

Przybyli do mnie niektórzy ze starszyzny izraelskiej i usiedli przede mną.
A
Jahwe skierował do mnie te słowa: Synu człowieczy, mężczyźni ci wprowadzili do serca swoje bożki i postawili przed sobą to, co było dla nich sposobnością do grzechu.
Czyż mam na to pozwolić, aby oni pytali Mnie o radę?
(Ez 14,1-3).

 

Trudno jest uniknąć uporczywego grzechu, kiedy wystawiamy się na niego. Ogólnie, w określonych sytuacjach będziemy popełniać niektóre grzechy bardziej niż inne. Kiedy to zauważymy, możemy albo unikać sytuacji sprzyjających grzechowi, albo – kiedy się nie da - a czasami tak jest, to należy być czujnym – jest to sfera niebezpieczna wymagająca szczególnej uwagi i środków zapobiegawczych. Józef nie mógł uniknąć przebywania w tym samym domu, co żona Potyfara.
Kiedy jednak
chwyciła go za płaszcz, mówiąc: „Połóż się ze mną!"
[Józef] zostawił płaszcz w jej ręce i
wybiegł na zewnątrz. (Rdz 39,12)

 

Jeżeli plotkujesz, zadaj sobie pytanie, w jakich sytuacjach zwykle to robisz. Jeżeli masz na sumieniu jakąś nieczystość moralną (powiedzmy oglądanie pornografii), w jakich sytuacjach to robisz?
Na przykład zazwyczaj nie plotkujesz w pojedynkę albo nie oglądasz pornografii z innymi.
Jeżeli masz problem z bluźnierstwem, możesz się spytać:
“Czy robie to w towarzystwie dzieci i wnuków czy w otoczeniu innych bluźnierców?”

 

Nie dajcie się zwieść: Złe towarzystwo psuje dobre obyczaje (1 Kor 15,33).

 

Tak więc jeden z pomysłów to świadomość sytuacji prowadzących do grzechu, unikanie ich albo zaostrzona czujność.

 

5. Przekonanie obowiązkowo pociąga za sobą działania

Duch Święty jest Pomocnikiem (J 14,16, 26; 15,26; 16,7).
W aspekcie pozycji - On oczyszcza, odnawia nas (Tt 3,5).
W aspekcie doświadczenia – będzie cię przekonywał o twoim grzechu,
ale nie pozbędzie się go za ciebie. Do nas należy posłuszeństwo Duchowi Świętemu.

 

Kiedy chodzi o Boga Ojca, akcent położony jest na tym, Kim On jest i co robi.

  • Czy nie słyszałeś? Z dawna to przygotowałem.
    Co ułożyłem od prastarych czasów, to teraz w czyn wprowadzam
    (Iz 37,26).

Kiedy chodzi o Boga Syna, akcent położony jest na dawanie i sądzenie.
Dawanie – przy pierwszym przyjściu, sąd – przy drugim przyjściu.

  • obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego,
    który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie
    (Ga 2,20).

  • Ojciec nie sądzi nikogo, ale cały sąd oddał Synowi (J 5,22).

Kiedy chodzi o Boga Ducha Świętego, akcent położony jest na tym,
co On, Duch Św. oferuje nam jako nauczyciel i pomocnik.

  • A Wspomożyciel - Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu,
    pouczy was o wszystkim oraz przypomni wszystko, co wam powiedziałem
    (J 14,26).

Co więc dokładnie robi Duch Święty? On przekonuje, prowadzi i napełnia (J 16,8; Rz 8,13-14; Ef 5,18), ale nie zmusza, nie wymaga, nie prowadzi rozpiski naszych działań.
Wzywa nas do posłuszeństwa, ale go nie organizuje czy aranżuje.
A my mamy działać w reakcji na Jego przekonywanie (J 16,8).

6. Zajmij stanowisko wobec niepokutujących grzeszników

Piotr napisał:

Skoro więc Chrystus cierpiał w ciele, również i wy przyjmijcie tę samą postawę ducha. Bo kto cierpiał w ciele, unika grzechu, aby już dłużej nie kierować się ludzkimi żądzami, ale przeżyć resztę swego życia zgodnie z wolą Bożą (1 Pt 4,1-2).

 

Piotr mówi, że sposobem powstrzymania się od grzechu jest cierpienie w ciele. Kontekstem tego cierpienia nie jest choroba albo przyłapanie na przestępstwie, ale cierpienie już nie dla żądz ludzkich, ale dla woli Bożej. Powinniśmy zapytać:
“Czy cierpię dlatego, że jestem człowiekiem, czy dlatego, że jestem chrześcijaninem?”
Ateiści za przestępstwo mogą zachorować, zostać osądzeni i wrzuceni do więzienia. Jak więc moglibyśmy cierpieć z powodu pełnienia woli Bożej? Wiele chrześcijan cierpi, ale nie z powodu swojej wiary. Gdybyś chciał to zmienić i cierpieć za wiarę oraz mieć posmak tego, co przecierpieli apostołowie - jest łatwy sposób.
Przeciwstaw się grzechowi wokół ciebie, szczególnie u twoich bliskich.

 

Przypuśćmy, że zająłeś stanowisko wobec wierzącego syna, córki albo bliskiego krewnego, który mieszka z, dziewczyną, chłopakiem, jest praktykującym homoseksualistą, albo romansuje lub rozwiódł się, ożenił powtórnie, okłamuje klientów, plotkuje, idzie za innymi bogami zajmując się astrologią albo panteistyczną medytacją. Jeżeli przeciwstawiamy się grzesznym czynom tych, którzy nazywają siebie chrześcijanami, wchodzimy na ścieżkę cierpienia z powodu woli Bożej. To cierpienie ogromnie pomaga w procesie zaprzestania grzechu, ponieważ zawiera się w nim publiczne wystąpienie w imię bogobojnego życia.

 

Zwykle ludzie powiedzą coś w rodzaju: “Jesteś po prostu hipokrytą wskazując palcem na kogoś innego” albo “Zamiast wytykać grzechy innych, powinieneś popatrzeć na palce wskazujące na ciebie samego”. To prawda. O to chodzi. Powinniśmy ciągle sprawdzać siebie samych. Co nas do tego motywuje? Popatrzmy na Ga 6,1 i skupmy się na ostatnim zdaniu tego wersetu:

Bracia, jeśli człowiek zostanie przyłapany na jakimś upadku, wy, którzy macie Ducha,
poprawiajcie takiego w duchu łagodności,
uważając każdy na siebie samego, abyś i ty nie był kuszony.

 

W ciągu wielu lat byliśmy z przyjaciółmi zaangażowani w kilka sytuacji, gdzie zostało przeprowadzone oddzielenie grzesznika od wspólnoty. Bez wyjątku, największy wpływ miało to na osoby podejmujące decyzję o oddzieleniu. Decyzja ta szarpie łańcuchem naszej własnej moralności – szybciej i mocniej niż cokolwiek nam znanego. W przekonywaniu się o grzechu i w samokontroli jest dalece bardziej efektywna niż grupa, przed którą jesteśmy odpowiedzialni. Nie mam nic przeciw takim grupom, mogą być bardzo pomocne. Nie zawsze jednak zapewniają sprawdzanie siebie, co ma miejsce wtedy, kiedy osobiście zajmujemy stanowisko przeciwko grzeszącym chrześcijanom w naszym otoczeniu.

 

Tendencją u każdego zaangażowanego w proces oceniania i konfrontowania niepokutującego grzesznika jest myślenie: “Gdyby nie łaska Boża, to mógłbym być ja."

Właściwie, jedną z głównych przyczyn, dlaczego ludzie nie chcą zająć stanowiska wobec grzechu, za który ktoś nie pokutuje, jest niechęć do sprawdzania siebie albo do tego, by sprawdzali go inni. Paweł napisał jednak:

Wypróbujcie samych siebie, czy trwacie w wierze, i doświadczajcie siebie samych.
Czy nie znacie siebie i nie wiecie, że Jezus Chrystus jest wśród was?
Chyba że nie wytrzymujecie próby
(2 Kor 13,5).

 

... Jezus powiedział do swoich uczniów: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. (Mt 16,24-25).

Pytanie jest następujące: zaprzesz się siebie czy zadowolisz siebie? Weźmiesz krzyż, w czym zawierają się wszystkie twoje pokusy do grzechu i będziesz szedł za Chrystusem
czy za swoimi pokuszeniami? Albo zaprzesz się siebie, albo nie. To zależy od ciebie.
A tak przy okazji – według tego będziesz osądzony.

 

  • Rdz 4,6-7 —… grzech czyha u twych drzwi i cię pociąga,
    a przecież
    ty masz nad nim panować .

  • Rdz 39,12 — chwyciła go za płaszcz, mówiąc: „Połóż się ze mną!".
    On jednak
    zostawił płaszcz w jej ręce i wybiegł na zewnątrz

  • Job 1,1Żył w ziemi Us człowiek imieniem Hiob.
    Był to człowiek sprawiedliwy, prawy, bogobojny i
    unikający zła.

  • Ps 18,23postępowałem wobec Niego nienagannie
    i
    wystrzegałem się wszelkiego występku.

  • Rz 6,11-13 — Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie. Niechże więc grzech nie króluje w waszym śmiertelnym ciele, poddając was swoim pożądliwościom. Nie oddawajcie też członków waszych jako broń nieprawości na służbę grzechowi, ale oddajcie się na służbę Bogu jako ci, którzy ze śmierci przeszli do życia, i członki wasze oddajcie jako broń sprawiedliwości na służbę Bogu

  • Rz 13,12-14Noc się posunęła, a przybliżył się dzień.
    Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła!
    Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach,
    nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości.
    Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i
    nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom.

  • 1 Kor 6,18Unikajcie rozpusty.

  • 1 Pt 2,24On na swoich ramionach wyniósł nasze grzechy na drzewo [krzyża],
    abyśmy
    umarłszy dla grzechów żyli dla świętości!
    Jego to ranami zostaliście uzdrowieni

  • 1 Pt 5.9 — Przeciwstawcie mu się, mocni w wierze,
    wiedząc, że te same cierpienia są udziałem braci waszych w świecie
    .

7. Myśl o swoim życiu duchowym jako o polu walki a nie placu zabaw

Świat, w którym żyjemy, życie, jakie mamy po tej stronie grobu, nie jest placem zabaw, ale polem walki. Nie czekamy aż Bóg zawoła nas od zabawy, ale - aż powoła nas do domu z walki. Niejedna z tych wojen jest zewnętrzna (Ef 6,10-17), ale to nie wszystko. Niektóre są wewnętrzne (Rz 3,23; 7,14-25). Wszyscy musimy powiedzieć razem z apostołem Pawłem: stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło (Rz 7,21). Co więc z tym robimy? Ostatecznie bitwa wewnętrzna toczy się między tym, czego ty chcesz, a tym, czego chce Bóg.

 

Musimy zrozumieć, że jesteśmy na wojnie. Dwa razy Paweł powiedział Tymoteuszowi, by staczał dobry bój wiary (1 Tm 1,18; 6,12). Stać się wierzącym w Jezusa Chrystusa znaczy wejść w konflikt, który będzie się ciągnął tak długo, jak długo będziemy żyć po tej stronie grobu. Ludzie niewierzacy nie doświadczają tej wojny. Wojna jest z powodu naszego zbawienia. Zbawienie daje nam pokój z Bogiem i ogłasza wojnę przeciwko grzechowi. Staczaj dobry bój wiary, uchwyć się życia wiecznego, do którego też zostałeś powołany. Jeżeli zostałeś powołany do życia wiecznego w Jezusie Chrystusie, to jesteś powołany do duchowej wojny tu na ziemi. Nie jesteśmy ofiarami, ale wojownikami.

 

Wojna toczy się na dwóch frontach. Jeden jest zewnętrzny a drugi wewnętrzny.

 

Front zewnętrzny to konflikt między pragnieniami naszej nowej natury a pragnieniami Szatana i jego systemu światowego. Manifestuje się on rzeczami takimi jak fałszywi nauczyciele, fałszywi prorocy, fałszywe religie, sekty i postępowe filozofie. Dominuje w programie Hollywood, postępowo- liberalnych polityków i na uniwersytetach, gdzie posyłamy nasze dzieci. Jest to jednak tylko manifestacja, nie realny zewnętrzny wróg. Paweł powiedział, że zewnętrznie

 

Włóżcie na siebie zbroję Bożą, abyście mogli przeciwstawić się zakusom diabła.
Nie walczymy z ludźmi, ale ze zwierzchnościami, władzami, rządcami świata ciemności i złymi duchami w przestworzach.
Dlatego włóżcie na siebie pełną zbroję Bożą,
abyście mogli w złym dniu stawić opór, a pokonawszy wszystko, ostać się zwycięsko.
(Ef 6,12-13)

Nie na tym jednak skupiamy się w tym opracowaniu.

 

Front wewnętrzny w naszej duchowej wojnie to konflikt miedzy pragnieniami naszej nowej natury a tymi, które pochodzą ze starej grzesznej natury. Szatan może kusić nas, byśmy szli za swoją grzeszną naturą, ale konflikt wewnętrzny istnieje pomiędzy starą i nową naturą, starym a nowym człowiekiem. Dlatego

Zewleczcie z siebie starego człowieka wraz z jego poprzednim postępowaniem, którego gubią zwodnicze żądze a obleczcie się w nowego człowieka, który jest stworzony według Boga w sprawiedliwości i świętości prawdy (Ef 4,22 & 24).

Koncentrujemy się tutaj na wojnie wewnętrznej, a szczególnie na tych bitwach, które nawykowo przegrywamy, wpadając stale w grzech. Są one najlepiej opisane w Rz 6 i 7.

 

Rz 6,1-10 mówi nam o pozycji, jaką wierzący mają w Chrystusie – zanurzeni w Jego śmierć, pogrzebani z Nim i zmartwychwstali z Nim. Jeżeli chodzi o pozycję, w sensie sądowym, podstawowym, nasze stare ja zostało ukrzyżowane [z Nim jak dodali tłumacze], aby [mając taki cel] grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli [jest tu bezokolicznik “nie być już niewolnikami”] grzechowi (w. 6).

 

[Rozróżnienie na “pozycyjne/doświadczalne” znalazło się w nauczaniu L. S. Chaffer’a i Charles’a Ryrie. Nie da się znaleźć lepszego opisu. Niektórzy mają obiekcje, mówiąc, że nasze uświęcenie jest “rzeczywiste”. Dobrze, ale taka jest też nasza grzeszna natura – żywa - i ma się dobrze. Musi więc być dokonany jakiś rodzaj rozróżnienia między naszą pozycją w Chrystusie a naszą walką z grzechem, póki jesteśmy w tym śmiertelnym ciele. Nie dotyczy to tylko strony fizycznej, ponieważ ciało nie grzeszy samo z siebie, do tego potrzebna jest zboczona duchowa natura (zwierzęta nie grzeszą). Jest to jasne, że “stary człowiek” nie odchodzi w momencie zbawienia (Ef 4,22 & 24). Dlatego spokojnie używamy tego rozróżnienia.]

 

Rz 6,11-23 skupia się na zastosowaniu tej pozycji. Boża łaska unieważniła naszą niewolę grzechu przez krzyż. Krzyż jednak czyni nas wolnymi od grzechu, nie wolnymi do grzechu. By być realnie, doświadczalnie wolnymi od grzechu po tej stronie grobu, musimy wybierać odchodzenie od tej niewoli grzechu. Jest to zwykle nazywane zbawieniem. Zbawienie to daje nam jednak wolność do służenia Bogu i stania się niewolnikami Jego sprawiedliwości – chyba że powrócimy i będziemy służyć staremu mistrzowi grzechu – naszej starej naturze.

 

Dobrym przykładem są Izraelici, których Bóg uratował od faraona poprzez Paschę (typ tego, co Chrystus zrobił na krzyżu 1 Kor 5,7). Kiedy krwią posmarowali odrzwia, byli wolni od plagi śmierci zadanej Egipcjanom (tak jak przy naszym zbawieniu). Potem mieli zdecydować o pójściu za Bogiem poprzez przestrzeganie Prawa Mojżeszowego. Niektórzy jednak chcieli wrócić do Egiptu (tak jak my – do naszego grzechu – Wj 14,11). Dane im prawo da się porównać z naszą nową naturą. Bóg pokazał im drogę pójścia za Nim, ale to oni musieli zdecydować, by się jej trzymać.

 

Kiedy ludzie są w niewoli, to w pewnym sensie życie jest łatwiejsze. Niewolnicy nie muszą podejmować decyzji o tym, co złe a co dobre, bo pan robi to za nich. Kiedy jednak zostają uwolnieni, muszą podejmować własne decyzje. Jest to ciągły, codzienny proces. Kiedy Lincoln zniósł niewolnictwo w Ameryce, kiedy Wilberforce zniósł niewolnictwo w Anglii, kiedy padła sowiecka “żelazna kurtyna” w Europie Wschodniej, kiedy “Wiosna arabska” uwolniła ludzi w krajach muzułmańskich, nie skończyło się to pokojem i ciszą. Wolność znaczyła, że każda jednostka musiała podejmować własne decyzje o tym, co jest właściwe. Przedtem ktoś to robił za nich. Często prowadziło to do chaosu, tak jak to było z Izraelitami po opuszczeniu Egiptu. To samo jest prawdą, kiedy zbawienie uwalnia nas od grzechu. Otrzymując je, nie jesteś już dłużej niewolnikiem grzechu, więc zależy to od ciebie, czy zdecydujesz być niewolnikiem sprawiedliwości. Nie jest to decyzja na jeden raz. Musi być podejmowana za każdym razem, kiedy nasza grzeszna natura kusi nas do grzechu. Nie do ciebie należy utrzymywanie twojego zbawienia. Zaczynając od Rz 6,11 uczymy się, że naszym zadaniem jest:

 

  • uważać siebie za umarłych dla grzechu ale żywych dla Boga w Jezusie Chrystusie

  • nie pozwolić, by grzech panował w śmiertelnym ciele, byś był posłuszny jego żądzom

  • niewystawianie części naszego ciała na grzech jako oręż nieprawości

  • stawanie przed Bogiem jako ożywieni z martwych, a części ciała jako oręż sprawiedliwości dla Boga.

Te decyzje to linia frontu naszej wewnętrznej duchowej wojny, gdzie konfrontujemy nasz nawykowy stały grzech każdego dnia.

8. Pokonuj złe pragnienia Bożymi pragnieniami

Zwycięstwo nad grzechem dotyczy zawsze pozyskiwania bogobojnych pragnień. Wojna duchowa, w jaką wchodzimy w momencie zbawienia bierze się z konfliktu pragnień.

 

Rz 7,1-14 mówi, że mamy uznawać się za wolnych (umarłych i uratowanych) od Prawa Mojżeszowego. Nie dlatego, że prawo jest złe. A przecież Prawo jest święte, także przykazanie jest święte, sprawiedliwe i dobre. Prawo było jednak dla Izraela, nie dla kościoła (Ga 3,25), dla epoki, która zaczęła się od Mojżesza i skończyła na krzyżu (Rz 10,4). Prawo wskazuje na nasz grzech, ale nie powstrzymuje nas od grzeszenia (Rz 7,7-10). Tak więc nie możemy używać Prawa Mojżeszowego do wojny wewnętrznej.

 

Rz 7,15-25 – ten fragment to wielka zachęta dla nas. Paweł opisuje tutaj wewnętrzny konflikt, którego doświadczają wszyscy wierzący w Chrystusa. Większość z nas może powiedzieć razem z Pawłem, szczególnie to, co dotyczy naszego nawykowego grzechu:

Nie rozumiem tego, co czynię. Nie czynię bowiem tego, co chcę, ale czynię to, czego nienawidzę. (w. 15).

Prawdziwy problem polega na skonfliktowanych pragnieniach. Powód nieustannej wojny jest taki, ponieważ rzeczywiście chcę czynić dobro. Moja nowa natura chce dobra, podczas gdy moja grzeszna natura chce uprawiać zło.

Bo nie czynię dobra, którego chcę, lecz popełniam zło, którego nie chcę. (w. 19).

Moja grzeszna natura prowadzi wojnę przeciwko mojej nowej naturze, tej, którą otrzymałem od Boga w momencie nawrócenia.

Dostrzegam więc tę prawidłowość, że kiedy chcę czynić dobro, pojawia się we mnie zło. W głębi serca Prawo Boga napełnia mnie radością. Widzę jednak w sobie inne prawo, sprzeciwiające się prawu mojego umysłu i zagarniające mnie w niewolę grzechu, który mieszka we mnie. (w. 21-23).

Moja nadzieja wyrażona jest w pytaniu i odpowiedzi:

Jestem nieszczęsnym człowiekiem! Kto mnie wyzwoli z ciała śmierci? (w. 24).

Teraz jednak muszę stanąć do walki mając na uwadze:

Tak więc umysłem służę Prawu Bożemu, natomiast ciałem - prawu grzechu. (w. 25).

 

Wnioski

Ludzie niewierzący nie biorą udziału w wojnie duchowej.
Grzech jest zwykle zastępowany pojęciem złej woli albo społecznej niesprawiedliwości z ekstremistami określanymi jako socjopaci.
Grzech przeciwko Bogu zamieniany jest na złe traktowanie przez innych ludzi, przez przyrodę albo zwierzęta. Wszystko inne jest redukowane przez potrzebę tolerancji.

 

Kiedy ktoś przyjmuje Chrystusa, stając się prawdziwym wierzącym, Duch Święty daje mu nową naturę, która powoduje konflikt ze starą naturą. Stara grzeszna natura z biegiem czasu stworzyła bazę przyjemności często popieraną przez społeczeństwo. Nie wszystkie nasze nawykowy grzechy są takie same, ale grzeszna natura jest nieuleczalna. Mimo, iż jej przejawy mogą się zmieniać w miarę jak się starzejemy, to nie staje się słabsza. W związku z tym pierwszy krok do rozprawienia się z naszym nawykowym grzechem polega na zrozumieniu faktu, że nie jest to jakieś społeczne czy osobiste dziwactwo, które można opanować przez zmianę sytuacji albo skorzystanie z doradztwa. Problemem jest nasza grzeszna natura i wojna będzie trwać tak długo, jak długo jesteśmy w swoim śmiertelnym ciele.

 

Nie jesteśmy ofiarami naszej grzesznej natury, ale zostaliśmy powołani jako wojownicy, którzy muszą wejść w konflikt. Mimo, iż grzeszna natura nie może być wyeliminowana, to z nawykowym grzechem, który ciągle nas kusi, można coś zrobić. By to było możliwe, musimy bardziej bać się Boga niż konsekwencji naszego grzechu. Musimy ciągle pokutować przed Bogiem za swój grzech bez rozważania, że skorzystamy z łaski Boga, a potem to wyznamy. Możemy wykorzystać niektóre mechaniczne rzeczy, jak unikanie miejsc i sytuacji, w których popełnilibyśmy nasze częste grzechy. Posługując się procedurami zawartymi w Mt 18,15-17 i w 1 Kor 5 możemy doprowadzić do konfrontacji ze znanymi nam wierzącymi w sprawie ich stałego grzechu. W końcu musimy zdawać sobie sprawę, że bierzemy udział w duchowej wojnie. Zamiast uciekać od walki, zamiast ignorować ją albo udawać że jej nie ma, mamy staczać dobry bój wiary, uchwycić się życia wiecznego, do którego jesteśmy powołani (1 Tm 6,12).

 

Na koniec:

  1. Muszę zaprzeć się przyjemności podsuwanej mi przez moją grzeszną naturę. Jezus powiedział: Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się wyprze samego siebie, niech codziennie bierze swój krzyż i niech Mnie naśladuje (Łk 9,23).

  2. Muszę skoncentrować się na dobru, którego chcę w mojej nowej naturze i nie popełniać zła, którego nie chcę (Rz 7,19).

Od tego zależą moje nagrody wieczne.

 

Dodatek

Trzy wyrywkowe, powiązane, istotne obserwacje

 

1. Nie zawsze jest dobrze dyskutować o naszym stałym grzechu.

Nasze grzechy powinniśmy zawsze wyznawać Bogu. Pokuta jest istotna w twojej więzi z Bogiem (Mt 3,2; 4,17; Dz 2,38). Kiedy nasz grzech wpływa na innych ludzi, powinniśmy ich prosić o przebaczenie (Mt 18,21-22). Wartościowe jest również poproszenie prawej osoby, by się o ciebie modliła (Jk 5,16). Rdzeniem naszej grzesznej natury jest jednak podłe zło, o którym nie zawsze dobrze jest dyskutować publicznie. Oto kilka rzeczy, jakie Paweł powiedział do Efezjan:

 

  • Ef 5,3-4A nierząd, wszelka nieczystość czy chciwość niechaj nie będą nawet wspominane wśród was, bo tak przystoi świętym.
    Podobnie bezwstyd, niedorzeczne gadanie i nieprzyzwoite żarty nie przystoją wam. Oddajcie się raczej modlitwie dziękczynnej

  • Ef 5,12-13…O tym bowiem, co u nich się dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić. Natomiast wszystkie te rzeczy piętnowane stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem.

 

Istnieją widocznie niektóre grzechy, jak niemoralność, nieczystość albo chciwość, które nawet niech nie mają być wymieniane między wami. Czasami wstyd mówić o tym co się u nich dzieje po kryjomu. Te rzeczy powinny być ujawnione przez światło Słowa Bożego.

 

W Psalmie 73 Asaf mówi o kryzysie swojej wiary. Myślał, że Bóg wynagrodzi prawość jego życia i ukarze niegodziwych. Kiedy więc odkrył, że wielu złym ludziom dobrze się powodzi a biedni nie zostają nagrodzeni, o mało co nie stracił swojej wiary w Boga. Miał tak wiele wątpliwości, że powiedział (w. 13):

Na próżno więc zachowałem serce czyste i obmywałem ręce w niewinności?

 

Potem jednak powiedział coś ciekawego. Jego zwątpienie było tak dotkliwe, że zdecydował nie mówić o tym nikomu, by nie obudzić wątpliwości u innych. Napisał (w. 15):

Gdybym był rzekł: "Będę mówił tak samo " - zdradziłbym ród Twoich synów

 

Zarówno Paweł jak i Asaf znaleźli rozwiązanie w świętości Boga, a nie w pławieniu się w szczegółach grzechu. Paweł powiedział: wszystkie rzeczy stają się widzialne, kiedy są wystawione na światło, nie kiedy dyskutuje się o nich w grupach. Asaf rozwiał swoje wątpliwości, kiedy wszedł do świątyni Bożej (Ps 73,17), a nie - mówiąc grupie o swoich rozterkach. Paweł i Asaf doszli do wniosku, że niekiedy są jakieś grzechy, które lepiej zachować dla siebie. Rozmawianie o nich może skusić niektórych do popełniania ich. Powinniśmy wystawić nasze grzechy na światło Słowa Bożego i święty charakter Boga, a nie paradować z nimi przed innymi ludźmi.

 

Otwarte dyskutowanie o grzechu zmierza ku temu, że staje się do przyjęcia. Debata telewizyjna o grzechach takich jak homoseksualizm, mieszkanie pary przed ślubem czy rozwód prowadzi do akceptowania ich. Im więcej rozmawiasz o grzechu, tym bardziej staje się on do przyjęcia. Grupy
wsparcia mogą wzmocnić problem, który starają się przezwyciężyć. Dyskutowanie o określonym grzechu jest tym, co Szatan robił z Ewą w ogrodzie. Szatan zamienił grzech na rozmowę. Grzesznicy muszą zaprzeć się siebie, wziąć krzyż i iść za Chrystusem. Muszą uczyć się, jak odwracać się od grzechu i jak dążyć do dojrzałości. Muszą uczyć się, co podoba się Panu. Nie potrzebują treningu wrażliwości, który pomaga im pławić się w grzechu swoim i innych.

 

Jeżeli masz uparte, grzeszne skłonności, dobrze jest powiedzieć o nich bogobojnemu przyjacielowi i prosić go o modlitwę. Jakub napisał:

 

 

Wyznawajcie więc swoje grzechy jedni drugim i módlcie się nawzajem za siebie, abyście zostali uzdrowieni.
Wielką bowiem moc posiada gorliwa modlitwa człowieka sprawiedliwego
(Jk 5,16).

W tym stwierdzeniu Jakuba mieści się opowiedzenie o swoich grzesznych pokusach komuś prawemu i prośba do niego o duchowe uzdrowienie. Werset ten nie mówi o publicznej dyskusji nad twoim grzechem w gronie wierzących. To posłużyłoby tylko do zdradzenia rodu Twoich dzieci (Ps 73,14).

 

2. Sercem sprawy jest serce

W Biblii słowo serce często używane jest meteforycznie jako opisanie związku między osobowością a duchowością. Hebrajski wyraz oznaczający serce to leb. Słownik teologii Starego Testamentu mówi:

Większość przypadków użycia słowa leb odnosi się ogólnie do wewnętrznej, niematerialnej natury albo do jednej z trzech tradycyjnych funkcji osobowości człowieka: emocji, myśli albo woli.”

 

W grece słowem tym jest kardia. Leksykon Thayer’a mówi, że słowo to oznacza

“centrum i siedzibę życia duchowego, duszę albo umysł, źródło i miejsce myśli, pasji, pragnień, żądz, przywiązania, celów, dążeń.”

 

Serce pokazuje, co jest w środku, co jest podstawą myśli i pragnień człowieka, czy to dobrych, czy złych (Rdz 6,5-6). Kiedy zmieniasz coś na zewnątrz, nie serce, wtedy nawykowy grzech nadal trwa w naszych pragnieniach. By rozprawić się z tym uporczywym grzechem, musimy zmienić nie nasze przyzwyczajenia, ale nasze pragnienia natury moralnej.

Biada wam, nauczyciele Pisma i faryzeusze, obłudnicy! Bo oczyszczacie zewnętrzną stronę kubka i misy, a w środku są one pełne zdzierstwa i niewstrzemięźliwości. Ślepy faryzeuszu, oczyść najpierw wnętrze kubka, aby i to, co jest na zewnątrz, stało się czyste. Biada wam, nauczyciele Pisma i faryzeusze, obłudnicy! Bo jesteście jak groby pobielane, które na zewnątrz pięknie wyglądają, a wewnątrz są pełne trupich kości i wszelkiej zgnilizny. Tak i wy na zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz jesteście pełni obłudy i nieprawości (Mt 23,25-28).

 

Nowości

Przebaczenie kontra odwet

Jestem przekonany, że świat ma złe pojęcie o przebaczeniu i złe pojęcie o chrześcijańskiej koncepcji...

Przebaczenie kontra odwet

Jestem przekonany, że świat ma złe pojęcie o przebaczeniu i złe pojęcie o chrześcijańskiej koncepcji...

Mądrze jest unikać głupoty Prz 17

ŻYCIOWA MĄDROŚĆ NA PODSTAWIE KSIĘGI PRZYSŁÓW: Unikaj głupoty za wszelką cenę Przysłów 17   Mądrość...